The Callisto Protocol ukazało się 2 grudnia 2022 roku. Wtedy oczekiwania były ogromne. Mroczne więzienie w kosmosie, potwory, brutalna walka i Glen Schofield, czyli jeden z twórców oryginalnego Dead Space. Trudno było nie oczekiwać kolejnego wielkiego horroru science fiction.
I właśnie te oczekiwania trochę grze zaszkodziły.
W 2026 roku sytuacja wygląda inaczej. Nie trzeba już zastanawiać się, czy Callisto Protocol zostanie „nowym Dead Space”. Wiemy, czym ta gra jest, co robi dobrze i gdzie wyraźnie potyka się o własne pomysły.
To pozwala spojrzeć na nią spokojniej.
A wtedy okazuje się, że pod warstwą dawnych dyskusji kryje się całkiem interesujący horror. Nierówny, momentami irytujący, ale również świetnie wyglądający i wyjątkowo brutalny.
Jeżeli ominąłeś go na premierę, 2026 rok jest niezłym momentem na nadrobienie zaległości. Zwłaszcza jeśli lubisz krótsze gry, ciężki klimat i horrory, które nie próbują rozciągać jednej historii na 60 godzin.
Callisto Protocol – najważniejsze informacje
| Element | Informacja |
|---|---|
| Premiera | 2 grudnia 2022 |
| Producent | Striking Distance Studios |
| Wydawca | Krafton |
| Gatunek | Survival horror / horror akcji |
| Główny bohater | Jacob Lee |
| Miejsce akcji | Black Iron Prison na księżycu Callisto |
| Platformy | PC, PS4, PS5, Xbox One, Xbox Series X|S |
| Perspektywa | Trzecia osoba |
| Kampania fabularna | Tak, dla jednego gracza |
| New Game Plus | Tak |
| Hardcore Mode | Tak |
| Fabularny dodatek | Final Transmission |
Na papierze wszystko wygląda jak klasyczny survival horror. Zamknięte korytarze, ograniczona amunicja, potwory i bohater, który bardzo szybko orientuje się, że jego zwykły dzień właśnie przestał być zwykły.
Ale Callisto Protocol ma jeden element, który mocno odróżnia je od wielu konkurentów.
Walkę wręcz.
Black Iron Prison nadal robi świetne pierwsze wrażenie
Akcja gry rozgrywa się w 2320 roku. Jacob Lee jest pilotem statku transportowego, który po serii wydarzeń trafia do więzienia Black Iron znajdującego się na Callisto, księżycu Jowisza.
Brzmi źle już na starcie.
A potem robi się gorzej.
W placówce wybucha chaos. Więźniowie i pracownicy zaczynają zmieniać się w agresywne stworzenia, a Jacob próbuje po prostu przeżyć i zrozumieć, co właściwie wydarzyło się w Black Iron.
Samo więzienie jest jednym z najlepszych elementów gry.
Korytarze są ciasne. Światła migają. Metalowe ściany wyglądają zimno i nieprzyjemnie. W wentylacji coś się rusza. Drzwi otwierają się trochę za wolno akurat wtedy, gdy najbardziej chciałbyś już znaleźć się po drugiej stronie.
To prosty horrorowy język.
Ale działa.
Gra świetnie operuje dźwiękiem. Nie zawsze widzisz zagrożenie, ale często je słyszysz. Szuranie. Uderzenie gdzieś za ścianą. Metaliczny pogłos kroków.
Słuchawki są tu zdecydowanie dobrym pomysłem.
Callisto wygląda momentami absurdalnie dobrze
Nie trzeba długo grać, by zrozumieć, gdzie poszła duża część budżetu.
Twarze postaci są bardzo szczegółowe. Skóra, pot, zabrudzenia, rany i drobne animacje nadal robią wrażenie. Jacob wygląda jak ktoś, kto faktycznie od kilku godzin próbuje przeżyć w miejscu, w którym absolutnie nie powinien się znaleźć.
Jeszcze lepiej wypadają efekty świetlne.
Czerwone światła alarmowe przecinają ciemność. Śnieg i lód kontrastują z wnętrzami więzienia. Para unosi się z rur. Mokre powierzchnie odbijają światło.
Grafika nie jest tylko dekoracją.
Buduje atmosferę.
I nawet kilka lat po premierze gra potrafi wyglądać bardzo nowocześnie.
Najdziwniejszy pomysł? Walka oparta na unikach
Jeśli grasz pierwszy raz, prawdopodobnie właśnie tutaj pojawi się moment: „czekaj, jak to działa?”.
Callisto Protocol nie traktuje walki wręcz jak typowej gry akcji.
Gdy przeciwnik atakuje, wychylasz gałkę lub wciskasz odpowiedni kierunek, by zrobić unik. Kolejne ataki wymagają zmiany strony. Potem odpowiadasz pałką.
Nie wygląda to jak standardowy system blokowania i parowania.
Na początku jest wręcz dziwne.
Po kilku walkach zaczyna działać trochę jak rytm:
unik.
unik.
cios.
cios.
strzał.
kolejny unik.
I kiedy wszystko idzie dobrze, walka wygląda brutalnie i efektownie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy obok stoi nie jeden przeciwnik, tylko trzech.
Jeden potwór? Świetnie. Kilku? Zaczyna się chaos
System walki wyraźnie najlepiej działa w pojedynkach jeden na jednego.
Możesz obserwować ruchy potwora, unikać ataków i szukać miejsca na kontrę.
Przy większej grupie kamera i mechanika uników nie zawsze nadążają za sytuacją.
Ktoś atakuje z boku.
Drugi przeciwnik stoi za plecami.
Trzeci właśnie mutuje.
I nagle cały elegancki rytm zamienia się w próbę ratowania sytuacji wszystkim, co masz pod ręką.
Dlatego warto korzystać nie tylko z pałki.
Gra daje broń palną, GRP oraz elementy otoczenia. I właśnie połączenie tych rzeczy sprawia, że walka zaczyna mieć więcej sensu.
GRP jest prawdopodobnie najfajniejszym narzędziem w grze
GRP to rękawica pozwalająca manipulować obiektami i przeciwnikami na odległość.
W praktyce oznacza to jedno.
Możesz złapać potwora i rzucić nim w ścianę pełną kolców.
Albo w przepaść.
Albo w działającą maszynę.
Brzmi mało subtelnie?
Bo jest mało subtelne.
I bardzo dobrze.
Otoczenie pełni tutaj funkcję dodatkowej broni. Kiedy pojawia się kilku przeciwników, zamiast tłuc każdego pałką, można szybko zmniejszyć liczebność grupy.
To również jeden z powodów, dla których warto rozglądać się przed rozpoczęciem walki.
Czerwony pojemnik wybuchowy przy ścianie nie stoi tam przypadkiem.
Co warto wiedzieć przed pierwszym przejściem?
- Nie próbuj traktować każdej walki jak strzelanki. Amunicja jest cenna, szczególnie na wyższych poziomach trudności.
- Naucz się systemu uników. Walka staje się znacznie prostsza, gdy przestajesz wciskać przyciski w panice.
- Korzystaj z GRP. Rzucanie przeciwnikami w pułapki często jest skuteczniejsze niż opróżnianie magazynka.
- Rozglądaj się za bocznymi pomieszczeniami. Można tam znaleźć amunicję, kredyty i inne przydatne przedmioty.
- Nie sprzedawaj wszystkiego automatycznie. Zapas zdrowia albo amunicji może uratować kolejne starcie.
- Obserwuj przeciwników, którzy zaczynają mutować. Jeśli pozwolisz im dokończyć proces, walka stanie się trudniejsza.
- Ulepszaj sprzęt pod własny styl. Nie musisz inwestować jednakowo w każdą broń.
Najważniejszy jest pierwszy punkt.
Callisto Protocol wygląda momentami jak trzecioosobowa strzelanka.
Ale granie wyłącznie bronią palną szybko potrafi skończyć się pustym magazynkiem w bardzo nieodpowiednim momencie.
Broń palna jest wsparciem, a nie całym systemem walki
Jacob korzysta z kilku typów broni, które można rozwijać przy pomocy kredytów zdobywanych podczas eksploracji.
Nie ma tu arsenału liczącego kilkadziesiąt modeli.
I to pasuje do gry.
Pistolet jest dobry do szybkich strzałów. Shotgun świetnie działa z bliska. Mocniejsze bronie przydają się w późniejszych starciach.
Najciekawsze jest jednak łączenie strzelania z walką wręcz.
Po serii ciosów pojawia się okazja do szybkiego strzału. To sprawia, że walka wygląda bardziej filmowo i nie sprowadza się tylko do stania w miejscu z celownikiem.
Pałka oszałamia.
Strzał kończy sprawę.
GRP wysyła kolejnego potwora prosto na kolce.
Gdy wszystko działa, jest naprawdę dobrze.
Mutacje zmuszają do szybkiej decyzji
Niektórzy przeciwnicy mogą zacząć mutować podczas walki.
Na ich ciele pojawiają się charakterystyczne macki. Jeśli nie zareagujesz odpowiednio szybko, przeciwnik stanie się mocniejszy.
Gra uczy więc prostego odruchu.
Widzisz macki?
Strzelasz.
Nie zastanawiasz się.
Ten system działa dobrze, bo zmusza do zmiany priorytetów. Możesz właśnie tłuc innego przeciwnika pałką, ale nagle ktoś z tyłu zaczyna mutację.
Plan na walkę zmienia się w sekundę.
Czy Callisto Protocol naprawdę jest straszne?
Tak, ale nie przez cały czas.
Początek jest najbardziej horrorowy. Nie znasz jeszcze przeciwników, nie wiesz, co czeka za drzwiami, masz mało sprzętu.
Później Jacob staje się mocniejszy.
Masz więcej broni.
Lepiej rozumiesz system walki.
I naturalnie część strachu znika.
To typowy problem horrorów akcji.
Potwór, którego spotykasz pierwszy raz, jest przerażający.
Ten sam potwór po trzydziestym spotkaniu jest już raczej kolejnym problemem do rozwiązania.
Callisto próbuje to nadrabiać jumpscare’ami, dźwiękiem i bardzo brutalnymi scenami śmierci.
Nie wszystkie straszaki są subtelne.
Czasem gra prawie krzyczy: „teraz się przestrasz”.
Ale klimat Black Iron przez większość kampanii pozostaje mocny.
Brutalność jest tutaj częścią stylu
Callisto Protocol jest bardzo brutalne.
I nie chodzi tylko o krew.
Animacje śmierci Jacoba są wyjątkowo szczegółowe. Twórcy ewidentnie chcieli, by przegrana nie była zwykłym napisem „Game Over”.
Potwory potrafią zrobić bohaterowi rzeczy, których raczej nie chcesz oglądać podczas obiadu.
Z drugiej strony sam Jacob również nie walczy elegancko.
Pałka uderza ciężko. Ciała reagują na obrażenia. Strzały zostawiają wyraźne ślady.
Całość jest przesadzona, ale pasuje do estetyki gry.
To nie jest delikatny horror psychologiczny.
To horror, który bierze metalową pałkę i sprawdza, czy potwór nadal będzie straszny po trzecim uderzeniu.
Callisto Protocol kontra Dead Space
| Element | Callisto Protocol | Dead Space |
|---|---|---|
| Miejsce akcji | Więzienie na Callisto | Statek USG Ishimura |
| Perspektywa | Trzecia osoba | Trzecia osoba |
| Walka wręcz | Bardzo ważna | Drugorzędna |
| Broń palna | Uzupełnia walkę wręcz | Główne narzędzie walki |
| Eksploracja | Bardziej liniowa | Bardziej rozbudowana |
| Zarządzanie zasobami | Obecne | Bardziej odczuwalne |
| Tempo | Mocno filmowe | Więcej eksploracji i napięcia |
| Główny bohater | Jacob Lee | Isaac Clarke |
| Nacisk na brutalność | Bardzo duży | Duży |
Porównania są nieuniknione.
Ale w 2026 roku chyba nie ma już sensu oceniać Callisto wyłącznie jako „gry podobnej do Dead Space”.
Obie produkcje mają wspólne DNA.
Jednocześnie Callisto znacznie mocniej stawia na fizyczne starcia z bliska.
Dead Space jest bardziej nastawione na odcinanie kończyn i kontrolowanie dystansu.
W Callisto często dosłownie patrzysz przeciwnikowi w twarz.
Niestety zwykle jest to bardzo nieładna twarz.
Eksploracja jest dość liniowa
Jeśli po współczesnych grach oczekujesz wielkich poziomów, wielu dróg i dziesiątek sekretów, Callisto może wydać się dość proste.
Kampania prowadzi gracza wyraźnie do przodu.
Są boczne korytarze, dodatkowe pomieszczenia i miejsca z przedmiotami, ale nie jest to metroidvania ani rozbudowany labirynt.
Dla jednych będzie to wada.
Dla innych ulga.
Nie każdy horror potrzebuje mapy zasypanej ikonami.
Callisto dobrze nadaje się na grę, którą uruchamiasz wieczorem, przechodzisz kolejny rozdział i wiesz, że historia cały czas idzie do przodu.
Kampania nie jest bardzo długa – i dobrze
Przejście głównej historii zajmuje zwykle kilkanaście godzin lub mniej, zależnie od poziomu trudności, stylu gry i tempa eksploracji.
To może brzmieć skromnie przy grach oferujących 80 godzin zawartości.
Ale horrorowi często służy krótsza forma.
Trudno utrzymać napięcie przez kilkadziesiąt godzin.
W Callisto historia dość szybko przechodzi od katastrofy do kolejnych odkryć. Nie musisz wykonywać 40 zadań pobocznych dla mieszkańców Callisto.
Nie musisz zbierać 150 kosmicznych kwiatków.
Idziesz dalej.
I czasem dokładnie tego potrzeba.
New Game Plus daje dobry powód do drugiego przejścia
New Game Plus pozwala rozpocząć kampanię ponownie z zachowaną częścią postępów i wyposażenia.
To znacząco zmienia początek gry.
Za pierwszym razem jesteś słaby i oszczędzasz każdy nabój.
Przy kolejnym przejściu możesz znacznie szybciej eksperymentować z rozwiniętą bronią i innymi sposobami walki.
To również dobry tryb dla osób, które za pierwszym razem bardziej interesowała historia niż maksymalne ulepszanie sprzętu.
Hardcore Mode jest dla ludzi, którzy najwyraźniej mają za spokojny dzień
Hardcore Mode podkręca presję na zasoby.
Przeciwnicy są trudniejsi, kredyty oraz przedmioty pojawiają się rzadziej, a rozwój sprzętu wymaga większej dyscypliny.
To wersja dla graczy, którzy znają już kampanię i wiedzą, jak działa walka.
Nie polecałbym zaczynać od niej pierwszego przejścia.
Normalny poziom trudności wystarczająco dobrze pokazuje wszystkie mechaniki.
Hardcore ma sens wtedy, gdy zwykła kampania przestała być stresująca.
Czyli gdy potwór wyskakujący z ciemności zamiast strachu wywołuje myśl: „o, znowu ty”.
Final Transmission – prawdziwe zakończenie historii
Final Transmission to fabularne rozszerzenie będące epilogiem głównej historii.
Najlepiej uruchomić je dopiero po ukończeniu podstawowej kampanii.
Nie tylko dlatego, że zdradza ważne wydarzenia.
Po prostu zostało zaprojektowane jako bezpośrednia kontynuacja finału.
Dodatek wprowadza kolejne lokacje, przeciwników oraz nową broń do walki wręcz.
Ton jest jeszcze bardziej ponury niż w części głównej.
I choć reakcje na samo zakończenie były różne, jeśli chcesz poznać pełną historię Jacoba, Final Transmission jest praktycznie obowiązkowym ostatnim rozdziałem.
W jakiej kolejności grać w dodatkową zawartość?
- Najpierw ukończ podstawową kampanię Callisto Protocol.
- Jeśli chcesz powtórzyć historię z mocniejszym wyposażeniem, możesz rozpocząć New Game Plus.
- Final Transmission zostaw bezwzględnie na moment po podstawowej historii.
- Hardcore Mode potraktuj jako wyzwanie po poznaniu mechaniki uników, GRP i systemu ulepszeń.
- Tryby nastawione na dodatkową walkę najlepiej sprawdzają się wtedy, gdy znasz już podstawowy arsenał.
Nie warto zaczynać od Final Transmission tylko dlatego, że znajduje się na liście DLC.
To trochę jak przeczytanie ostatniego rozdziału książki przed pierwszym.
Technicznie można.
Tylko po co?
Najbardziej kontrowersyjna rzecz nadal pozostaje ta sama
Callisto Protocol jest świetnym przykładem gry, której jakość mocno zależy od tego, czego od niej oczekujesz.
Jeśli przychodzisz po duchowego następcę Dead Space, możesz zauważyć brak większej liczby zagadek, bardziej rozbudowanej eksploracji czy bogatszego zarządzania zasobami.
Jeśli traktujesz Callisto jako liniowy horror akcji, wiele decyzji zaczyna mieć więcej sensu.
To gra bardziej filmowa.
Bardziej bezpośrednia.
Bardziej brutalna.
Mniej subtelna.
Nie próbuje być ogromna.
I z perspektywy kilku lat można to nawet docenić.
Czy warto grać z padem?
Zdecydowanie tak.
System uników został mocno zaprojektowany wokół analogowej gałki, dlatego sterowanie na kontrolerze jest bardzo naturalne.
Wibracje dodatkowo podbijają ciężar uderzeń i pracę broni.
Na PC mysz i klawiatura również działają, szczególnie podczas celowania, ale walka wręcz może początkowo wydawać się bardziej intuicyjna na padzie.
To kwestia przyzwyczajenia.
Najważniejsze jest jedno: pierwsze 30 minut walki może być dziwne niezależnie od urządzenia.
Daj systemowi chwilę.
Ustawienia dostępności mogą mocno zmienić doświadczenie
Po premierze gra otrzymywała zmiany i opcje, które pozwalają lepiej dopasować tempo oraz trudność rozgrywki.
Jeżeli system uników cię irytuje, warto zajrzeć do ustawień zamiast od razu rezygnować z gry.
Callisto nie jest egzaminem.
Nie dostajesz dyplomu za granie w najbardziej męczący sposób.
Jeśli konkretna opcja sprawia, że horror staje się przyjemniejszy, po prostu ją włącz.
Co postarzało się najszybciej?
Nie grafika.
Paradoksalnie bardziej widać wiek niektórych założeń projektowych.
Czołganie się przez szczeliny występuje często. Jacob przeciska się przez wąskie przejścia, przechodzi przez wentylację i ogląda krótkie animacje, których nie można przyspieszyć.
W 2022 roku nie było to nic niezwykłego.
W 2026 roku łatwiej zauważyć, ile takich fragmentów znajduje się w kampanii.
Podobnie wygląda część jumpscare’ów.
Po pewnym czasie zaczynasz rozpoznawać, że konkretne miejsce aż prosi się o niespodziankę.
A mimo to czasem nadal podskoczysz.
Co jest trochę irytujące.
I trochę zabawne.
Co nadal wypada bardzo dobrze?
- oprawa graficzna i modele postaci;
- oświetlenie oraz projekt wnętrz Black Iron Prison;
- dźwięk i praca przestrzenna w słuchawkach;
- ciężkie, brutalne animacje walki;
- GRP i możliwość wykorzystywania otoczenia;
- stosunkowo zwarte tempo kampanii;
- filmowa prezentacja historii;
- atmosfera izolacji na Callisto.
Właśnie dlatego gra nadal dobrze nadaje się do pokazania komuś nowego sprzętu.
Duży telewizor, dobre słuchawki, ciemny pokój.
I nagle techniczne zalety Callisto stają się bardzo wyraźne.
Co może najbardziej przeszkadzać?
Przede wszystkim powtarzalność.
Walka ma ciekawy fundament, ale przeciwników nie ma aż tak wiele, jak można byłoby oczekiwać.
Z czasem poznajesz ich ruchy.
Poznasz też schematy walki.
Niektóre sekcje zaczynają wyglądać podobnie.
Drugim problemem jest projekt większych starć.
System stworzony wokół uników w zwarciu nie zawsze dobrze radzi sobie z tłumem przeciwników.
Trzecia sprawa to eksploracja. Jeśli oczekujesz rozbudowanych zagadek i swobody znanej z bardziej klasycznych survival horrorów, może być jej za mało.
To nie dyskwalifikuje gry.
Ale dobrze wiedzieć, na co się piszesz.
Dla kogo Callisto Protocol ma dziś najwięcej sensu?
Dla fana filmowych horrorów science fiction.
Dla osoby, która woli 10-15 konkretnych godzin niż otwarty świat na dwa miesiące.
Dla gracza zainteresowanego grafiką i mocną prezentacją.
Dla kogoś, komu nie przeszkadza powtarzanie walk wręcz i ograniczona eksploracja.
I oczywiście dla osób, które skończyły Dead Space i chcą jeszcze trochę pobyć w miejscu, gdzie metalowe korytarze, awaria światła i dziwne odgłosy nigdy nie oznaczają niczego dobrego.
FAQ
Kiedy wyszło Callisto Protocol?
The Callisto Protocol miało premierę 2 grudnia 2022 roku. Gra została wydana na PC, PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One oraz Xbox Series X|S.
Czy Callisto Protocol jest podobne do Dead Space?
Tak, szczególnie pod względem klimatu science fiction, perspektywy trzeciej osoby i horrorowej atmosfery. System walki jest jednak mocno inny, ponieważ Callisto znacznie bardziej stawia na uniki i walkę wręcz.
Czy Callisto Protocol jest trudne?
Na początku może takie być, głównie przez nietypowy system uników. Po nauczeniu się rytmu walki podstawowa kampania staje się znacznie bardziej przewidywalna. Dostępne są też różne ustawienia trudności.
Ile czasu zajmuje przejście Callisto Protocol?
Główna kampania jest stosunkowo krótka jak na współczesną grę i zwykle mieści się w przedziale około kilkunastu godzin, zależnie od poziomu trudności, eksploracji oraz liczby powtarzanych starć.
Czym jest Final Transmission?
Final Transmission to fabularne rozszerzenie będące epilogiem historii Jacoba. Najlepiej ukończyć je po podstawowej kampanii, ponieważ bezpośrednio rozwija jej zakończenie.
Czy Callisto Protocol ma New Game Plus?
Tak. Po premierze do gry dodano tryb New Game Plus, który pozwala ponownie rozpocząć historię z zachowaną częścią wcześniejszego postępu i rozwiniętego wyposażenia.
Czy warto zagrać w Callisto Protocol w 2026 roku?
Jeżeli lubisz liniowe horrory science fiction, mocną oprawę audiowizualną i brutalną walkę, gra nadal ma sporo do zaoferowania. Trzeba jednak zaakceptować dość powtarzalnych przeciwników, liniową eksplorację i nietypowy system uników.
Callisto Protocol w 2026 roku – łatwiej je docenić bez dawnych oczekiwań
Callisto Protocol miało problem jeszcze zanim wielu graczy uruchomiło pierwszy rozdział.
Oczekiwano bardzo dużo.
Nowy wielki horror science fiction.
Duchowy następca Dead Space.
Początek nowej marki.
Gra dostała więc zadanie, którego właściwie nie musiała mieć.
Cztery lata później można o tym zapomnieć.
Nie trzeba już porównywać każdej śruby na ścianie do Ishimury.
Można po prostu wejść do Black Iron Prison i zobaczyć, co faktycznie działa.
A działa całkiem sporo.
Grafika nadal wygląda świetnie. Twarze i animacje są bardzo szczegółowe. Dźwięk potrafi wywołać napięcie nawet wtedy, gdy na ekranie nic się nie dzieje. GRP daje dużo zabawy, a brutalne starcia mają ciężar, którego brakuje wielu grom akcji.
Jacob nie jest może najbardziej charakterystycznym bohaterem w historii horrorów, ale dobrze pasuje do filmowego tonu kampanii.
Największe problemy też nigdzie nie zniknęły.
Walka z kilkoma przeciwnikami potrafi być chaotyczna. Eksploracja jest liniowa. Niektóre jumpscare’y szybko stają się przewidywalne. Liczba typów potworów mogłaby być większa.
A jednak krótka forma działa dziś na korzyść gry.
Nie musisz inwestować miesiąca.
Możesz zacząć w piątek wieczorem, pograć kilka godzin przy zgaszonym świetle i w ciągu kilku kolejnych sesji zobaczyć całą historię.
Potem jest Final Transmission.
Jeśli nadal masz ochotę, New Game Plus.
Jeśli naprawdę polubiłeś cierpienie – Hardcore Mode.
Callisto Protocol nie stało się z czasem arcydziełem.
Ale też nigdy nie było katastrofą, za jaką momentami przedstawiała je część dyskusji po premierze.
To efektowny, liniowy horror akcji z kilkoma naprawdę mocnymi pomysłami i kilkoma decyzjami, które wyraźnie nie działają równie dobrze.
W 2026 roku dokładnie wiadomo, czego się po nim spodziewać.
I paradoksalnie właśnie dlatego gra może dziś sprawić więcej frajdy niż wtedy, gdy każdy oczekiwał po niej następcy jednej z najbardziej znanych serii horrorów science fiction.
Jeżeli więc masz ochotę na ciasne korytarze, kosmiczne więzienie, bardzo nieprzyjemne potwory i metalową pałkę, Callisto nadal czeka.
Tylko załóż słuchawki.
I kiedy usłyszysz coś w wentylacji, nie zakładaj, że to tylko rura.


Dodaj komentarz